Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zasad zupełnej wolności, zmuszony jestem wystąpić z żądaniem ustanowienia pewnego rygoru, pewnych praw wśród rozbitków. Za najpilniejsze zaś uważam wzbronienie użycia alkoholu.
— Ale czy nie lepiejby było, myślał w duchu, rzucić tych rozbitków i uciec od nich?.. Wśród setek wysp i wysepek łatwo znajdę wraz z Karrym i Halgiem taką, na której mógłbym żyć jak ptak — swobodny i wolny.
A więc lepiej uciec!.. zostawić rozbitków ich własnemu losowi. Czyby to jednak było uczciwie?.. Czyby to mógł zrobić on, który pragnął wszędzie i zawsze szczęścia dla cierpiących, opuszczonych i prześladowanych?.. Nie! na to nie pozwalało mu sumienie, wrodzona uczciwość i szlachetność serca.
Naraz otrząsnął się z tych myśli niemiłych, paraliżujących jego energję i pragnienie czynienia bliźnim dobrze.
— Czy pan możesz liczyć na pozostałych przy życiu majtków okrętowych? — zapytał naraz, zwracając się do p. Hartlepoola.
— Oprócz Hansa Kenedy i drugiego nazwiskiem Lardey mogę ufać innym najzupełniej.
— Ilu więc majtkom możesz pan rozkazywać?
— Piętnastu... a właściwie, licząc i mnie, szesnastu.