Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiła Tulia — tylko dziś ta przeklęta wódka, której wypił zadużo, odebrała mu rozum.
W przykrych pogrążony myślach, Kaw-dier ze schyloną głową szedł obok Hartlepoola i Rodesa zwolna ku wybrzeżu, gdzie miał namiot przygotowany tuż obok namiotu rodziny Harrego Rodesa.
— Jakto? — mówił — przecież nie można pozwolić, aby ludzie rozpijali się i krzywdzili pod wpływem trucizny alkoholowej niewinne kobiety?.. Czegóż możemy się spodziewać, jeżeli nie położymy tamy podobnej wolności, wrzucając do morza wszystkie beczki i kufy z alkoholem...
A po chwili, obejmując wzrokiem horyzont morski, szepnął z westchnieniem:
— Jakże niedawno mówiłem z rozkoszą: Nikogo oprócz Boga!.. Żadnego pana, żadnej władzy!.. Jakże niedawno cieszyłem się bezgraniczną swobodą wśród tych bezpańskich, nikomu niepodległych wysp i obszarów morskich!.. Dziś, gdy los sprawił, że zmuszony jestem przebywać wśród rozbitków «Jonatana,» widzę, że wszystko zmieniło się. Potrzebna władza, potrzebne prawo... Niechaj nie będzie hamulca, naprzykład przeciw takiemu pijaństwu, a zbrodnia zapanuje na tej dotychczas wolnej od niej wyspie, na tym lądzie, który nie znał żadnego prawa i żadnej władzy. Ironja losu sprawiła, że właśnie ja, bezwzględny wyznawca