Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To burza do reszty rozbija nasz statek — rzekł Hartlepool, napróżno usiłując przeniknąć wzrokiem nieprzejrzane ciemności.
— Tak — potwierdził Kaw-dier — możemy go stracić zupełnie. Bałwany morskie zmiotą go ze skał jak wątłą łupinę...
Złowrogi trzask znowu powtórzył się, a gdy nastąpił ranek i burza zaczęła przycichać, napróżno wzrokiem szukano «Jonatana.»
Znikł bez śladu ze skał, na których spoczywał. Morze pochłonęło go wraz z resztkami ładunku.
Nie zważając na ulewę, wszyscy prawie emigranci wylegli na brzeg wyspy, głośno ubolewając nad nowem nieszczęściem.
Jakkolwiek «Jonatan» na nicby się już nie przydał, jednak wielu z rozbitków żywiło w sercu nadzieję, że będzie go można z czasem naprawić i na nim dopłynąć do celu.
Obecnie stracili tę nadzieję. Pozostawali zupełnie odcięci od świata na łasce losu
Jak zbawiennemi były rady Kaw-diera, przekonano się teraz dopiero. Przecież Lewis radził, aby nie opuszczać kajut okrętowych, mieszkać na «Jonatanie,» dopóki ratunek nie nadejdzie. Jak zgubnem było to żądanie, okazało się teraz.
Kilku ludzi, którzy wbrew radom Kaw-diera pozostało w kajutach, zginęło wraz z okrętem w falach morskich.