Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się namioty Jakanasów. Około czterdzieści rodzin mieszkało tutaj, trudniąc się przeważnie połowem ryb i polowaniem.
Halg oznajmił im, z czem przybywa, i wkrótce kilka Indjanek, trzymając na rękach nawpół nagie dzieci, udało się za nim, aby zobaczyć rannego.
Było około południa dnia następnego, gdy przed Kaw-dierem, zajętym przygotowaniem lekarstw, stanął Halg.
— Biali! — zawołał tajemniczo — biali!...
Wyraz ten podziałał na nieznajomego, jak iskra elektryczna; zerwał się z miejsca, na którem siedział, i na spokojnem, męskiem jego obliczu odmalowało się zaniepokojenie.
— Gdzie? — zapytał.
— Na Nowej wyspie, gdzieśmy przed tygodniem polowali.
— Kto ich widział?
— Ludzie nasi ich widzieli.
Kaw-dier wyszedł przed grotę, skinął na Halga, polecając mu, aby zawołał tych, którzy widzieli białych.
Halg wkrótce przyprowadził przed niego dwóch nawpół nagich Jakanasów. Ci, ujrzawszy nieznajomego, upadli przed nim na kolana i pochylili głowy.
Kaw-dier podniósł dzikich z ziemi i w ich narzeczu zaczął wypytywać, co wiedzą o białych.