Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


narzędzia chirurgiczne, słoiki, butelki i szklaneczki z lekarstwami.
Wszystkie te przedmioty Karro wraz z Halgiem przenieśli niegdyś z szalupy, na której nieznajomy przybył w te strony i która zasłonięta od burz i wichrów morskich, stała bezpiecznie wśród skał nadbrzeżnych, ukryta najzupełniej od oczu ludzkich.
Nikt niewtajemniczony nie odgadłby nigdy, że na tej dzikiej skalistej wysepce, na tej wydmie wśród tysiąca wysp i wysepek nadbrzeżnych, mieszkać może człowiek cywilizowany.
Cóżby go tutaj trzymało?.. Czegoby szukał w tak dzikich pierwotnych zakątkach ziemi?...
Karro i Halg nie zadawali sobie tych pytań. Dla nich pobyt Kaw-diera był Opatrznością, był zstąpieniem bóstwa na ziemskie padoły.
Ot, i teraz, gdy wynieśli z łodzi zranionego Indjanina, nieznajomy ułożył go troskliwie na posłaniu z traw morskich i opatruje jego rany.
— Ciężkie są, bardzo niebezpieczne — mówił ze smutkiem — jaguar ostremi pazury rozszarpał piersi nieszczęśliwego i uszkodził mu płuca... Idź, Halg, i powiedz, niech przyjdą tutaj kobiety i czuwają nad rannym.
Chłopiec pobiegł w głąb wysepki, kierując się do miejsc, pokrytych roślinnością. Wkrótce dało się słyszeć szczekanie psów i ukazały