Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciasnych, jakby ręką ludzką wykutych, i grot obszernych, w których łatwo tak człowiek, jak zwierz znaleźć mógł schronienie.
W jednej z takich grot, zasłoniętych ze wszystkich stron przez labirynt skał i olbrzymich kamieni, obrał sobie mieszkanie Kaw-dier.
Gdyby tutaj istnieli budowniczowie i za sowitą zapłatę wznieśli pałac na mieszkanie dla naszego bohatera, to z pewnością wnętrze jego nie byłoby tak wspaniałe, jak ta grota o wysokich, ręką natury w dziwaczne łuki, zagłębia i zagięcia rzeźbionem sklepieniu. Tuż w pobliżu, obok tej olbrzymiej, otwierały szerokie wejścia trzy inne mniejsze groty, w których wygodnie mieściło się gospodarstwo Karra i jego rodzina.
Kaw-dier, zamieszkując od dłuższego czasu swoją grotę, urządził się w niej wygodnie. Widać tutaj było, że przybywając do tych miejscowości pierwotnych, przywiózł z sobą to, co jest bodaj najznamienniejszą cechą każdej cywilizacji — książki.
Obszerna, jak czarodziejska sala królewska wyglądająca grota, pełna była przeróżnych, niezbędnych dla człowieka cywilizowanego przedmiotów.
Nie brakło nawet mandoliny, zawieszonej obok wyborowej broni palnej, nie brakło pudełek blaszanych i waliz, w których mieściły się różne przyrządy, jak naprzykład wyborowe