Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lecz bronią palną strzelec i celnemi strzałami odpędził napastników. Oswobodzeni Indjanie, z których młodszy podczas walki został zraniony w ramię strzałą Patagończyków, upadli do nóg swojemu zbawcy.

Byli to Karro i Halg, zaś tym, który ich ocalił, nasz tajemniczy nieznajomy.
Od tego czasu miał w tych dwóch ludziach oddanych sobie na śmierć i życie przyjaciół.
— Mój namiot niechaj będzie twoim — rzekł wówczas Karro — moja broń i zdobycz myśliwska, moja łódź rybacka i ludzie mi podwładni niech należą do ciebie... Niema rzeczy pod słońcem, którejbym nie oddał tobie... Ocaliłeś mi życie i wyrwałeś z rąk okrutnych wrogów mojego syna...
Od tej chwili Kaw-dier udał się wraz z ocalonymi przez siebie Indjanami na wyspy w pobliżu przylądka Horn i stale tutaj przebywał, niekiedy tylko, jak właśnie w chwili rozpoczęcia niniejszego opowiadania, udając się na ląd stały i zapuszczając w puszcze i stepy patagońskie.



III. Niespodziewane odwiedziny.

Czółno z ranionym przez jaguara Indjaninem kierowane wprawną ręką Karra i Halga, szybko płynęło wśród skał nadbrzeżnych.