Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pomocy spodziewano się nadać blasze wystarczającą siłę oporu.
Pomysł kapitana udał się wybornie, widać to w miarę działania pomp. Poziom wody obniża się coraz więcej w środku okrętu i załoga może usuwać jednę po drugiej warstwy bawełny. Okazuje się z tego, że będziemy mogli dostać się do otworu i naprawić go ze środka. Zapewne byłoby lepiej przewrócić okręt na bok i zamienić strzaskane deski, brak jednak środków do wykonania tak wielkiej roboty. Zresztą obawiamy się, ażeby niepogody nie nastały w czasie, kiedy okręt leżałby na boku, zdany na łaskę gwałtowności morza.
— Mam sobie za obowiązek uspokoić was — powiedział Kurtis — że wstrzymamy zupełnie dostawanie się wody do środka i niezadługo spróbujemy dopłynąć do lądu w warunkach dostatecznego bezpieczeństwa.
Po dwóch dniach pracy wylano znaczną część wody i wyładowanie ostatnich pak bawełny nastąpiło bez żadnych przeszkód. Musieliśmy także z kolei pomagać załodze, co też każdy pełnił z całą sumiennością i o ile na to siły pozwalały. Nawet Andrzej Letourneur pomimo kalectwa, nie dał wyprzedzić się nikomu. A jednak męcząca ta praca, pompowanie, długo wytrzymać nie można bez odpo-