Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pośród skał. Łowiliśmy często ryby przy brzegach półwyspu, wesołe wyprawiali śniadanka w grocie, przy dźwięku skał bazaltowych. Szczęściem prawdziwem dla nas jest widzieć, jaką przyjemność sprawiamy miss Herbey, temi kilkoma godzinami wolności. Na tej małej wysepce biedna dziewczyna znalazła więcej szczęścia, niż świat cały dał jej od urodzenia. My wszyscy także przywiązaliśmy się bardzo do tej nagiej skały, której każdy kamyczek i każdą ścieżkę znamy już doskonale, bo kilkatrotnie przebiegaliśmy ją wesoło.
W porównaniu z pokładem »Chancellora«, jest to obszerne mieszkanie, które porzucimy z żalem w chwili odjazdu.
Wspominając wyspę Staffa, Andrzej Letourneur dodał, że należy do rodziny Mac-Donald, która ją wypuszcza w dzierżawę za 300 franków rocznie.
— Czy sądzicie panowie, że za wynajęcie naszej wyspy zapłaciłby kto rocznie choć setną cześć tej sumy? — zapytała miss Herbey.
— Ja sądzę miss, że ani grosza niktby nie dał. Czy pani ma zamiar zabrać ją na własność?
— Nie, panie Kazallon — odrzekło dziewczę — a jednak to jedyny kącik na świecie, gdzie czułam się szczęśliwą.
— I gdzie ja byłem szczęśliwy — szepnął Andrzej.