Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Rzeczywiście — dodałem — musiał nastąpić w tej stronie oceanu jakiś wybuch podwodny, inaczej skały te byłyby bezwątpienia oznaczone na planach Atlantyku, dość w tych stronach zwiedzanego. Zbadajmy je więc z całą starannością i dajmy poznać marynarzom.
— Dobrze, ale czy one nie znikną przy powtórzeniu się wybuchu, który je stworzył — zapytał Andrzej. — Czy wierzy pan, panie Kazallon, że niektóre wyspy wulkaniczne istnieją tylko czasowo i ta wyspa może zniknąć, zanim geografowie zdążą oznaczyć ją na mapach.
— Nic nie szkodzi, mój synu, lepiej jest oznaczyć niebezpieczeństwo, którego niema, aniżeli ominąć niebezpieczeństwo, które jest; możesz być nawet pewny, że marynarze wcale nie będą się skarżyli, jeżeli nie znajdą tam rafy, gdzie ją naznaczymy na mapie.
— Masz słuszność drogi ojcze, zresztą te skały mogą istnieć tak długo jak i lądy nasze. Jeżeli jednak miałyby zginąć, to dla Kurtisa i dla nas byłoby najdogodniej, ażeby stało się to po naprawie okrętu, tym sposobem uniknęlibyśmy trudów spychania go na morze.
— Wyborny jesteś mój Andrzeju! chciałbyś rządzić jak władca siłami natury. Chcesz,