Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


»Chancellor« zostałby rozbity jak szklanka i skały te mogłyby stać się grobem naszym!
Rzeczywiście jest to największe z niebezpieczeństw, które nam zagraża. Pożar ugasimy, statek spuścimy na morze, przynajmniej tak sądzę, ale oprócz tego jesteśmy na łasce losu silniejszego wiatru. Przypuszczając, że najwyższa część wysepki da nam schronienie na czas burzy, co stanie się z nami w razie rozbicia na kawałki »Chancellora?«
— Powiedz mi panie Letourneur, czy masz zaufanie do Roberta Kurtis?
— Najzupełniejsze i uważam to jako łaskę boską, że Huntly zdał na niego dowództwo okrętu. Jestem pewny, że wszystko co można będzie zrobić dla wyratowania nas, Kurtis z pewnością dokona.
Zapytałem kapitana, jak długo spodziewa się pozostawać na tej skale, na co mi odpowiedział, że będzie to zależało od okoliczności sprzyjających, co do pogody zaś, ta nie zdaje się nam zagrażać.
Barometr wznosi się bez żadnych oscylacyi, jakie zdarzają się w razie nieuspokojenia dolnych warstw powietrza. Ta przepowiednia szczęśliwie wróży o naszych dalszych czynnościach.
Nie tracąc ani jednej chwili, każdy wziął się do wyznaczonej pracy.