Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


buchają z koszar przednich i strumień ognia objął przedni maszt.
Krzyk najokropniejszy rozlega się na okręcie. Pani Kear, podtrzymywana przez pannę Herbey, wybiega szybko z kajut, do których się ogień przedziera. Następnie Silas Huntly ukazał się z twarzą od dymu zczerniałą, przeszedł po pokładzie, skłonił się Kurtisowi, potem zwrócił się ku drabince sznurowej tylnego masztu i usiadł na bocianiem gnieździe. Widok Silasa Huntly przypomniał mi, że drugi jeszcze człowiek jest zamknięty pod pokładem, w kajucie, którą płomienie już może objęły.
Czy można pozwolić na zgubę nieszczęśliwego Ruby...
Rzucam się na schody. Waryat jednak, zerwawszy krępujące go pęta, nagle ukazał się z opalonymi włosami i w płonącem ubraniu. Nie wydając najmniejszego krzyku, chodzi po pokładzie bez oparzenia nóg. Rzuca się w kłęby dymu, a dym go nie dusi, jest to salamandra ludzka, kręcąca się w płomieniach!
Nowy huk się rozległ. Szalupa rozpadła się w kawały. Środkowa klapa wyskoczyła rozdzierając płótno, a płomienie ognia długo tłumione wzbiły się do połowy masztu. W tej chwili waryat zaczął krzyczeć przeraźliwie:
— Piikrat! pikrat! wylecimy w powietrze! w powietrze!...