Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panie Kurtis to wzruszenie...
— Już przeszło! Pan tylko jeden wiesz ile cierpię, ale nie trzeba poddawać się boleści ani na chwilę.
— Nasze położenie? Czyż pan go nie znasz, panie Kazallon, jesteśmy przykuci do miny z zapalonym lontem. Chodzi o to tylko, czy lont ten jest dłuższy czy krótszy!
Powiedziawszy to, odszedł ode mnie.
W każdym razie załoga i pasażerowie nie wiedzą o pogorszeniu naszego losu.
Odkąd pożar przestał być tajemnicą, pan Kear zajął się gromadzeniem najdroższych swoich rzeczy, nie zajmując się wcale żoną.
Wydawszy rozkaz porucznikowi, ażeby natychmiast kazał ugasić ogień i złożywszy nań całą odpowiedzialność za wszelkie złe następstwa, oddalił się do kajuty na tyle okrętu, nie wychodząc więcej na pokład.
Pani Kear jęczy ciągle i doprawdy ta biedna kobieta, pomimo całej śmieszności wzbudza litość.
Panna Herbey rozciągnęła nad nią najserdeczniejszą opiekę, postępując ciągle z największem poświęceniem.
Uwielbiam tę zacną dziewczynę, dla której obowiązek jest wszystkiem.
Nazajutrz 23 października kapitan Huntly wezwał Kurtisa do kajuty, gdzie odbyła się