Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozbieramy wszystkie szanse ocalenia, wreszcie Robert Kurtis tak określa położenie rzeczy:
— Pożaru wstrzymać nie można, na przedzie okrętu upał jest nie do zniesienia. Lada chwila więc natężenie ognia wzrośnie do tego stopnia, że płomienie wybuchną na zewnątrz.
Jeżeli przed tą katastrofą stan morza pozwoli, spuścimy łodzie i opuścimy okręt. W przeciwnym razie, jeżeli nie będzie możliwem opuszczenie »Chancellora«, zostaniemy, broniąc się do ostatniej chwili.
Być może, że łatwiej opanujemy pożar, jeżeli wydostanie się na wierzch. Wolę walczyć z widzialnym, aniżeli z ukrytym nieprzyjacielem!
— Takie jest i moje zdanie — najspokojniej odzywa się inżynier.
— I moje także — dodałem. — Ale panie Kurtis proszę nie zapominać o 30 funtach pikratu, grożących nam w każdej chwili wybuchem.
— Nie, panie Kazallon, to jest rzecz uboczna, z którą niema się co liczyć. Zresztą co tu na to poradzić. Czy można wejść w środek ognia i wynieść pudło? Nie! Pocóż więc łamać nad tem głowę! Zanim dokończę tego zdania pikrat może wybuchnąć! Nieprawdaż? Albo ogień dojdzie do pudła, albo nie dojdzie.