Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W dzień Atlantyk wygląda jak ogród; panowie Letourneur wyszli także na pokład, pomimo silnej nawałnicy, która dmiąc na metalowe liny wydobywa z nich dźwięki jak ze strun harfy.
Ubranie każdy zapiął jak najszczelniej, chcąc je uchronić od poszarpania przez wiatr.
Okręt na tej łące morskiej przecina kolej szeroką, niekiedy wiatr zarzuca długie jak dzikie wino gałązki aż na liny masztowe, tworząc pomiędzy niemi festony zieleni.
Algi, te wstążki bez końca, 300 do 400 stóp długie, czepiają się masztów i pną się do samego szczytu.
Przez kilka godzin musieliśmy odpierać ten napad wodorostów, chwilami zaś »Chancellor«, cały okryty lianami, wyglądał jak krzak płynący po niezmiernej łące.





VII.

14 października. »Chancellor« wypłynął nareszcie z tego roślinnego oceanu, a gwałtowność wiatru znacznie się zmniejszyła, płyniemy jednak szybko ze ściągniętymi żaglami.
Słońce dziś pięknie świeci, ale jest bardzo gorąco. Obserwacye wskazują 21°, 33′ szero-