Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od dwóch dni daleko prędzej płyniemy, pomimo zniżenia masztów; wiatr przelatuje od 50 do 60 mil na godzinę.
»Chancellor« jest ciągle w najlepszym stanie, zboczenie jednak silne pcha nas ciągle na południe.
Zachmurzone niebo nie pozwala robić obserwacyi astronomicznych, nie wiemy zatem na pewno, gdzie się znajdujemy.
Towarzysze podróży nic nie wiedzą o dziwnym i niewytłómaczonym kierunku, jaki kapitan nadał statkowi.
Anglia jest na północo-wschodzie, a my ciągle płyniemy na południo-wschód! Robert Kurtis nie rozumie uporu kapitana, który zamiast puszczać ciągle żagle z wiatrem, powinien je zmienić i na północo-zachodzie szukać przyjaznych prądów.
Dziś zrana na wystawce spytałem Roberta Kurtisa, czy kapitan czasem nie zwaryował?
— Pan obserwujesz go ciągle, panie Kazallon, powinieneś więc lepiej wiedzieć ode mnie.
— Nie wiem co myśleć o nim, ale rzeczywiście ma szczególny wyraz twarzy i oczy często spoglądają błędnie!
— Czy jeździłeś pan z nim kiedy?
— Nie, panie Kazallon, po raz pierwszy teraz z nim płynę.