Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się. Upał okropny, niebo leje na nas roztopiony ołów.
Pol zlewa nas tak, że łachmany nasze są zupełnie mokre, pragnienie wzmaga się. Nie — już nie mogę opisywać więcej tego, co czuję! Kiedy chcę określić nasze cierpienia — brak mi słów.
Ostatni środek ochłodzenia się, którego używaliśmy, został nam teraz zupełnie wzbronionym. Ani myśleć nawet o kąpieli, od czasu śmierci Jynxtropa — rekinów całe stada krążą naokoło tratwy.
Próbowałem dziś dostać trochę wody przez parowanie nad ogniem, ale pomimo całej cierpliwości doszedłem tylko do zwilżenia szmatki płóciennej, przyczem kubek blaszany, zniszczony poprzednio roztopił się do reszty, musiałem zaniechać całej roboty.
Falsten także upadł na siłach, przeżyje nas zaledwie o dni parę.
Chociaż podnoszę głowę, nie mogę go zobaczyć, czy się położył pod żaglami, a może już umarł. Jeden tylko Kurtis stoi na przodzie tratwy i patrzy!... Nie mogę sobie wyobrazić, jakim sposobem ten człowiek ma jeszcze nadzieję? Poszedłem na tył tratwy. Tutaj będę oczekiwał śmierci. Im prędzej ona nastąpi, tem lepiej. Nie wiem, ile godzin upłynęło...