Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nakoniec rzucono cały aparat w wodę.
Morze tak jest przeźroczyste, że można rozróżnić każdy przedmiot o 100 stóp pod powierzchnią. Widzimy więc przynętę, jak powoli spada w głębinę, owinięta w czerwoną szmatę, której kolor odbija się jaskrawo na niebieskiem tle wody.
Załoga i pasażerowie pochyleni przez poręcz, patrzą w najgłębszem milczeniu. Zdaje się jednak, że rekiny, odkąd ofiarowano im smaczny kąsek, znikły zupełnie. Z pewnością jednak nie oddaliły się i cokolwiek spadłoby w morze, w jednej chwili byłoby przez nich pożartem.
Nagle bosman dał znak ręką. Ukazuje nam potworną masę, która wietrząc powierzchnię morza, zbliża się do statku. To rekin długości 12 stóp wysunął się z głębi i płynie po prawej stronie tratwy.
Kiedy potwór znajdował się zaledwie o cztery sążnie od tratwy, bosman pociągnął za linę i nadał szmacie czerwonej lekki ruch, ażeby jej dać pozory życia.
Czuję, że serce moje bije silnie, jak gdyby od tej próby życie moje zależało!
Rekin zbliża się, oczy błyszczą na powierzchni morza i z pomiędzy otwartych szczęk przy każdem odwróceniu się potwora bokiem