Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jest to jdyny środek, ażebyśmy byli spostrzeżeni.
Ułożyliśmy na przodzie stos dsek, które z trudnością się zapaliły. Skutkiem jednak wilgoci masa dymu wzleciała prosto ku niebu. Gdyby noc zapadła przed zniknięciem okrętu, nawet z tak znacznej odległości możnaby dojrzeć łunę.
Godziny upływają, ogień zagasł...
W podobnych okolicznościach, ażeby poddać się woli Bożej trzeba mieć dużo silnej woli, której mnie już zabrakło. Zacząłem kląć i bluźnić, jak bosman przed chwilą. Słaba ręka wsparła się na mnie i panna Herbey ukazała mi niebo!
Nie, tego już nadto! nie chcę nic więcej widzieć, ukryłem się pod żaglem, zapłakałem jak dziecko. Przez ten czas okręt, zmieniwszy żagle, oddalił się powoli ku wschodowi, a w trzy godziny potem najsilniejszy wzrok nie mógł go już odszukać na horyzoncie.





XLIV.

15 stycznia. Po tym ostatnim ciosie pozostała nam tylko śmierć. Ona nas z pewnością nie zawiedzie. Kilka chmur ukazało się na