Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tratwy, znajduje się w okropnym stanie. Na prośby nasze rozwiązano go. Sandon i Burke także mają nogi pokaleczone; my zaś uchroniliśmy się dotychczas od tego, albowiem tył tratwy jest wyżej wzniesiony.
Dziś zrana bosman, pod wpływem szalonego głodu, rzucił się na szmaty płótna, wiszące na końcach starych masztów.
Dotąd słyszę zgrzyt jego zębów, pożerających te gałgany. Straszliwy głód zmusił nieszczęśliwego do napełnienia żołądka czemkolwiek, ażeby powstrzymać gwałtowne kurcze.
Po długich poszukiwaniach udało mu się odszukać kawałek skórzanego obicia na jednym z masztów.
Gryzie te skórę z niedającą się opisać chciwością i zdaje się, że po przełknięciu jej, głód nieco uśmierzył. Wszyscy zaczęliśmy go naśladować, kapelusz z lakierowanej skóry, daszek od czapki, jednem słowem, cokolwiek było skórzanego zostało pożarte.
Był to instynkt zwierzęcy, któremu ulegliśmy wszyscy. Zdawało się przez chwilę, że nic w nas nie zostało ludzkiego. Nigdy nie zapomnę tej okropnej sceny. Głodu nie zaspokoiliśmy, ale przynajmniej na chwilę przestał nam dokuczać. Niektórzy jednak nie mogli znieść tego rodzaju pokarmu i wyrzucili go w gwałtownych wymiotach.