Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tratwa zawsze stanowi środek tej pustyni kulistej. 1-go stycznia zjedliśmy ostatni suchar, a raczej ostatnie okruchy suchara. 1-go stycznia, wieleż wspomnień ten dzień przywodzi nam na pamięć i przez porównanie z dzisiejszem położeniem, jakże smutnym się wydaje.
Zmiana roku, życzenia noworoczne składane w kółku rodzinnem. Nadzieja, którą się serca poją, dla nas wszystko to nie istnieje. Czyż ktokolwiek z nas ośmieliłby się powtórzyć dziś te słowa: życzę ci pomyślnego roku! słowa, których nie sposób prawie wymówić bez radosnego uśmiechu? Czyż dla nas nie rok, ale dzień jeden życia pozostał jeszcze?
Pomimo to bosman zbliżył się do mnie ze szczególnym wyrazem twarzy i rzekł:
— Panie Kazallon, winszuję panu.
— Czy nowego roku?
— Nie, tylko rozpoczynającego się dnia, bo dziś będziemy jedli po raz ostatni w życiu.
Tak jest, nic nam nie zostało, a pomimo to, że każdy wiedział o zupełnem wyczerpaniu się zapasów żywności, kiedy o zwyczajnej godzinie odmówiono nam posiłku, byliśmy jakby piorunem rażeni! Nikt nie chciał wierzyć, iż skazani jesteśmy na ten post przymusowy!
Nad wieczorem uczułem gwałtowny kurcz