Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeden z nas przynajmniej nie czuje tych cierpień. Porucznik Walter, pożerany nieustanną gorączką, oddawna już nic nie je, pragnienie jednak dokucza mu strasznie. Miss Herbey, pomimo to, że sama część swojego napoju oddaje choremu, uzyskała od kapitana powiększenie porcyi wody i co kwadrans zwilża nią usta porucznika. Walter nie może już prawie mówić i wzrokiem tylko dziękuje miłosiernej dziewczynie. Biedny chłopiec skazany na śmierć, nie ma siły, która byłaby w stanie utrzymać go przy życiu. Przynajmniej długo cierpieć nie będzie. Dziś zdaje się, że odzyskał świadomość swojego stanu i dał mi znak, żebym się do niego zbliżył. Usiadłem obok niego. Zebrał wtedy wszystkie siły i urywanemi słowami zapytał:
— Panie Kazallon, czy ja prędko skończę?
Na chwilę zawahałem się z odpowiedzią, Walter to zauważył.
— Mów pan prawdę — rzekł — całą prawdę.
— Nie jestem lekarzem, nie mógłbym więc...
— Nic nie szkodzi, odpowiedz pan, bardzo proszę.
Długo patrzyłem na chorego, potem przyłożyłem ucho do jego piersi. Od kilku dni suchoty zrobiły gwałtownie postępy. Jedno