Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przetrzymaj burzę, jeżeli nadejdzie, ale nigdy nie przywołuj jej.
— Jak to, burza to wiatr, którego nam trzeba.
— I woda, której tak spragnieni jesteśmy — dodała panna Herbey.
Można byłoby wiele odpowiedzieć tym młodym ludziom, ale nie chcę swoją prozą zatruwać im poetycznych uniesień.
Na burzę spoglądają z własnego punktu widzenia i przez całą godzinę słyszałem, jak ją poetycznie przyzywali.
Tymczasem niebo pokryło się gęstemi chmurami. Gwiazdy znikły zupełnie. Ciężkie i czarne obłoki krążą ponad nami, zakrywając najmniejszy promyk światła. Co chwila z tej masy błyskają białawe światła.
Cały ten stos elektryczności, rozlanej w górnych warstwach powietrza, wyładował się bez najmniejszego odgłosu.
Powietrze zupełnie suche, jest więc złym przewodnikiem elektryczności; płyn zatem nie będzie mógł się wydobyć inaczej jak tylko za pomocą potężnych uderzeń, zdaje się więc niemożliwem, ażeby burza nie wybuchła natychmiast z szaloną gwałtownością. Tegoż samego zdania jest Kurtis i bosman, który rządzi się tylko nieomylnym instynktem marynarza — kapitan zaś do tego instynktu dodaje