Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pić. Mamy oprócz tego jeszcze dwa widoki powiększenia naszych zapasów żywności połowem ryb i wodą deszczową. Rozstawiono więc próżne baryłki, ażeby łapać wodę. Wędki zaś majtkowie nasi przyrządzą.
Taki jest plan naszego postępowania, od którego nie mamy zamiaru odstąpić ani na krok, uważając go jako środek jedyny uchronienia się od głodowej śmierci. Zbyt wiele już mamy przykładów puczających nas, że powinniśmy wszystko przewidywać, zresztą trzeba się zastosować do losu, który nas ciągle prześladuje.





XXXII.

Od 8 do 17 grudnia. Wieczorem każdy z nas przykrył się żaglem. Zmęczony tyloma godzinami, spędzonemi na maszcie, spałem twardo przez kilka godzin. Tratwa stosunkowo lekko wyładowana unosi się z łatwością na fali. Morze spokojne nie zalewa nas bałwanami, na nieszczęście jednak fala się zmniejszyła, wiatr ustaje i zrana byłem zmuszony zanotować w swoim dzienniku: cisza na morzu. Kiedy dzień nastał, nie miałem nic nowego do zaznaczenia. Panowie Letourneur