Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XXX.

7 grudnia (dalszy ciąg). Nowy statek unosi nas, zatonąć on nie może, bo sztuki drzewa, z których jest zbudowany, zawsze wypłyną na wierzch, ale czy się nie rozpadnie, gubiąc rozbitków schronionych na nim?
Z dwudziestu ośmiu osób, które zabrał »Chancellor« z Charlestonu, dziesięć już zginęło.
Jest nas osiemnastu na tratwie, tworzącej nieforemny czworobok, mający około czterdziestu stóp długości i 20 szerokości.
Oto nazwiska wszystkich, co ocaleli z »Chancellora«:
P. Letourneur z synem, Falsten, miss Herbey i ja, z podróżnych: kapitan Robert Kurtis, porucznik Walter, bosman, gospodarz statku Hobbart, kucharz Jynxtrop, cieśla Daoulas, siedmiu majtków: Austin, Owen, Wilson, O’Ready, Burke, Sandon i Flaypol.
Czy niebo już dość nas doświadczyło od czasu, kiedyśmy opuścili brzegi Ameryki?
Najwięcej nawet mający ufności tracą już nadzieję. Dajmy jednak pokój przyszłości i, zajmując się tylko obecną chwilą, skreślimy dalej wypadki tego dramatu, w miarę jak się będą rozwijały. Znamy już podróżnych, poznajmy teraz, jakie pozostały środki ratunku.