Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


P. Kear nalega silniej i obiecuje zapłacić im za udzieloną pomoc.
Natychmiast dwóch majtków, Burke i Sandon, skoczyli na poręcz, dobiegli do tylnego masztu i wspięli się na gniazdo. Po przybyciu jednak na miejsce zaczęli się targować. Widocznie żądają zbyt wiele, a Kear zbyt mało daje.
Przez chwilę sądziłem, że pozostawią go na maszcie. Zgodzili się jednak i p. Kear dobył z trzosa paczkę dolarów, oddając jednemu z majtków, który uważnie przeliczył sumę i jak sądzę, wynosiła ona ze sto dolarów.
Chodzi o to, żeby spuścić pana Kear z masztu na przód okrętu. Burke i Sandon okręcili go powrozem, następnie przełożyli linę przez drąg i spuścili go na dół jak skrzynię, nie bez wielu figlów i szturchańców, które szczerze rozśmieszyły całą załogę.
Omyliłem się. Kear nie miał zupełnie zamiaru zobaczyć się z żoną. Pozostał wraz z Silasem Huntly na przodzie okrętu. Wkrótce potem straciłem ich z oczu.
Noc zapadła, wiatr uspokoił się, ale morze jest ciągle wzburzone. Księżyc, który wszedł około czwartej, niekiedy ukazuje się w przerwach pomiędzy chmurami, a czerwony odblask zwiastuje na jutro silny wiatr. Oby nieba dały, ażeby ten wiatr dął od północo-