Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ci, którzy wydobywają kubły, muszą uciekać z pokładu, gdzie po pas pogrążeni w wodzie, każdej chwili mogą być zalani.
Pozostał ostatni środek i nazajutrz po naradzie z porucznikiem i bosmanem, Kurtis postanowił opuścić okręt, a że łódka nie byłaby w stanie pomieścić wszystkich, postanowiono natychmiast zbudować tratwę.
Załoga ma pracować przy pompach aż do odpłynięcia. Cieśla Daoulas dostał zlecenie bezzwłocznego przystąpienia do roboty.
Uradzono, że tratwa będzie zbudowaną z zapasowych rei i desek, poprzednio przerżniętych podług miary.
Tym sposobem, po zbiciu ich będziemy mieli silne rusztowanie, na którem spocznie pokład tratwy długiej na 40, a szerokiej na 20 do 25 stóp.
Kurtis, Falsten, cieśla i dziesięciu majtków natychmiast wzięli się do pił i toporów, któremi przerzynają reje i deski.
Reszta załogi wraz z podróżnymi ciągle pracuje przy pompach. Obok mnie stoi Andrzej, na którego ojciec spogląda z głębokim smutkiem. Co stanie się z biednym chłopcem, jeśli będzie zmuszony walczyć z falami w warunkach, w których najsilniej zbudowanemu mężczyźnie trudno byłoby uratować się.