Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wtedy Kurtis wszedł do kajuty i za chwilę powrócił z nabitym rewolwerem.
Owen przez chwilę popatrzył na kapitana, potem zaś na znak Jynxtropa powrócił do roboty.





XXIV.

4 grudnia. Pierwsze oznaki buntu znikły przed energią i stanowczością kapitana. Czy na przyszłość tak samo mu się powiedzie? Należy mieć nadzieję, bo brak posłuszeństwa pomiędzy załogą byłby dla nas straszliwym ciosem.
W nocy pompy przestały działać.
Okręt porusza się coraz ciężej, a że zbyt trudno mu jest unosić się na falach, bałwany więc zalewają pokład i przez klapy dostają się na spód. Nowy przybytek wody.
Położenie stało się równie gnoźnem jak pod koniec pożaru. Podróżni i załoga czują, że okręt zaczyna im uciekać z pod nóg. Widzą, że woda powoli lecz ciągle wznosi się, grożąc im, jak dawniej płomienie.
Załoga zresztą wskutek groźby Kurtisa pracuje ciągle i chcąc nie chcąc majtkowie energicznie walczą, sił jednak zaczyna im już brakować.