Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się. To też każdy pogrąża się w myślach i na pokładzie brak tego ożywienia, jakie zwykle panuje w czasie szybkiej i pewnej żeglugi.
29-go wiatr wykręcił się więcej z północy, nie można więc utrzymać poprzednio nadanego kierunku; musieliśmy zrównać żagle z linami z prawej strony, stąd dosyć silne pochylenie okrętu. Aby tego uniknąć, Kurtis rozkazał zwinąć żagle bocianiego gniazda.
Podzielamy najzupełniej zdanie kapitana, albowiem nie tyle nam idzie o szybką, jak o pewną i bezpieczną przeprawę.
Noc z 29 na 30 była ciemna i mglista, wiatr coraz silniejszy pchał nas ku północo-wschodowi. Pasażerowie po większej części siedzą w kajutach, ale Kurtis i cała załoga ciągle pozostają na pokładzie. Okręt zawsze mocno pochylony pomimo zwinięcia wszystkich żagli górnych. Nad ranem około drugiej chciałem zejść do kajuty, kiedy jeden z majtków, Burke, znajdujący się pod pokładem, wybiegł i zawołał:
— Dwie stopy wody!
Kurtis i bosman szybko zbiegli po schodkach i przekonali się, że smutna nowina była na nieszczęście zupełnie prawdziwą.
Czy dziura pomimo wszelkich starań znowu się otworzyła, czy też spojenia źle umoco-