Strona:Juliusz Verne-Sfinks lodowy.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pióro Pryma, jak również brak mu już słów na wypowiedzenie pogardy i wstrętu, jaki odtąd czuje dla siebie.
Tak jest, cały ten dziki, krwawy dramat, zapisany w pamiętnikach pod datą 16 lipca 1827 roku, nie był w najmniejszej rzeczy zmyślony, jakkolwiek długi czas uważałem go tylko za bajkę. Dla czego wszakże metys przypomniał o tem teraz? Dla czego w ogóle ukrywając się tak długo pod nazwiskiem Hunta, dał się nam poznać nie wcześniej, aż po opuszczeniu wyspy Tsalal?...
— Niech mię pan zrozumie — rzekł ten pożałowania godny człowiek, na stawiane mu w tej kwestyi pytanie — chcieliście już wtenczas wracać, stanowczo wracać, więc ja myślałem, iż gdy powiem że jestem Petersem, powroźnikiem z Grampiusa, towarzyszem Pryma, usłuchają mnie, i pojadą dalej, i zechcą go odszukać... A jednak panie, było to dla mnie bardzo ważne wyznanie, żem nie Hunt, lecz Peters, ten sam który zabił Parkera... Jam zbrodniarz, panie, ale ten głód... ten straszny głód... który mi żarł wówczas wnętrzności...
— Pojmuję, jak przykrem i bolesnem musi być to wspomnienie i uznaję twój szczery żal, Petersie; gdyby jednak los był ciebie wybrał zamiast Parkera...
— Pan tak z dobroci swojej chce mię tłomaczyć, ale rodzina Parkera nie mówiłaby tak pewnie...
— A miał on rodzinę?
— Miał panie, i dla tego właśnie Prym przezwał go inaczej, bo prawdziwie zwał się on... ale zachowaj pan to w tajemnicy!...
— Nie Petersie, po co mi o tem wiedzieć! — rzekłem żywo, lecz równocześnie usłyszałem słowa:
— Może mi ulży, gdy panu powiem, że się nazywał Holt... Ned Holt.