Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Więc jakże, panie Fix, czyś postanowił z nami jechać do Ameryki?
— Tak — odrzekł Fix przez zaciśnięte zęby.
— Ależ to pyszne! — zawołał Obieżyświat, wybuchając śmiechem. — Zaraz wiedziałem, iż się pan z nami nie będzie mógł rozstać. Chodź pan, zatrzymasz swoje miejsce.
Weszli do biura żeglugi i zamówili kajuty na cztery osoby.
Tu urzędnik oznajmił im, iż naprawa już skończona i że zamiast jutro rano, jak to miało mieć miejsce, statek dziś jeszcze o 8-ej wieczór opuści przystań.
— Bardzo dobrze! — odrzekł Obieżyświat— idę uprzedzić mego pana.
W tej właśnie chwili Fix zdobył się na krok stanowczy. Wszystko postanowił powiedzieć Obieżyświatowi, był to podług niego je dyny sposób zatrzymania Phileasa Fogg na kilka dni w Hong-Kongu.
Po wyjściu z biura Fix zaprosił swego towarzysza do szynkowni. Obieżyświat chętnie przyjął zaproszenie, tembardziej, iż czas mu na to pozwalał.
Szynkownia, do której weszli nasi znajomi, miała zachęcający wygląd. Była to dość duża izba, przyzwoicie umeblowana, w głębi znajdowało się olbrzymie łóżko, pokryte poduszkami, na którem spało kilka osób. W dużej