Strona:Juliusz Verne-500 milionów Begumy.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

dlatego również, że odkrył tajemnicę moją, a nie z powodu wybuchu dynamitu. Prawidło jest bezwzględne i musi być niezłomne. Nic na to poradzić nie mogę.
Marceli patrzał na Herr Schultze’a, Z dźwięku głosu jego, ze zwierzęcego uporu tej łysej głowy zrozumiał, że jest zgubiony. To też nie myślał sprzeciwiać się.
— Kiedy umrę i jaką śmiercią? — zapytał.
— Nie troszcz się o te szczegóły — odrzekł spokojnie Herr Schultze. — Umrzesz, ale nie będziesz cierpiał. Pewnego rana nie obudzisz się wcale. Nic więcej.
Na znak dany przez Stalowego króla, Marceli został wyprowadzony i zamknięty w swoim pokoju, przy którego drzwiach dwaj olbrzymi zostali na straży.
Pozostawszy sam, młody człowiek z gniewem i strasznym niepokojem zaczął myśleć o doktorze i jego rodzinie, o swoich rodakach, o wszystkich tych, których kochał.

— Niczem jest ta śmierć, co mię czeka — mówił do siebie. — Ale to niebezpieczeństwo, które im grozi. Jak temu zapobiedz!..