Strona:Juliusz Verne-500 milionów Begumy.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

człowiek przestraszył się, czy nie za daleko zaszedł. Spostrzegłszy jednak, że ofiara jego, wytrzymała cios ten, chociaż o mało co nie udusiła się z wściekłości, mówił dalej:
— Tak, niemiło dowiedzieć się o tem, ale tak jest. Nasi współzawodnicy nie zdradzają się żadnym ruchem, ale tem zawzięciej pracują. Myślisz pan, że się niczego nie nauczyli od ostatniej wojny? Podczas kiedy my niezdarnie powiększamy tylko ciężar dział naszych, bądź pan pewny, że oni przygotowują coś nowego, o czem dowiemy się przy pierwszej sposobności.
— Nowego! nowego! — wyjąkał Herr Schultze. — My też robimy coś nowego!
— A tak! jest o czem mówić! Robimy ze stali to, co poprzednicy nasi robili z bronzu, ot i wszystko! Podwajamy rozmiary i doniosłość naszych dział!
— Podwajamy?.. — odrzekł Herr Schultze tonem, który znaczył: Naprawdę, więcej niż podwajamyl
— Ale w gruncie rzeczy jesteśmy tylko naśladowcami. Chcesz pan, żebym powiedział prawdę? Brak nam zdolności wynalazku. Nie możemy nic wynaleźć, a Francuzi? O ci wynajdują, bądź pan tego pewny!
Herr Schultze uspokoił się trochę na pozór. Jednakże drżenie jego warg i bladość,