Strona:Juliusz Kaden-Bandrowski - Życie Chopina.pdf/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wrotem swoich nut, gdyż musi tam poprawić jeszcze to, tamto, owo. Poprawiał przecież zawsze. Choć tak skończenie piękne, dla niego przecież ciągle było niedoskonałe.
Co by powiedział mistrzom, którzy z papierów tych, jak gdyby z ewangelii, głosili piękno tonów? Jak napisane, tak to mistrzowie grają, nutka w nutkę, takt w takt. Jeżeli ta muzyka pisana była krwią, pisana była samą ojczyzną polską, Paderewski gra tę muzykę samą krwią polskiej ziemi. Jeżeli ta muzyka pisana była doskonałą uwagą, Hoffman gra tę muzykę uwagą, zda się, nadprzyrodzoną. Jeżeli zaś pośród tych tonów rzecz najpierwsza jest wdzięk i ogień, Rubinstein taką wiarę szerzy po świecie o tych pismach. Jeśli w tych nutach miara francuska powstrzymywała uczucia rozpętane, Cortot gra taką miarę. Niemcy z wielkim Busonim mogliby rzec: Ani jednego tonu więcej, ani jednego mniej. My zawsze tacy, ale to jest najtrwalsze. Rosjanie zaś z swoim Rachmaninowem mogą otwarcie wyznać: — Nikt nam tak nie potrafił przebaczyć, jak ten, który nas uczył. Tyś nas uczył najlepiej. Twoje papiery tutaj w tej bibliotece to najszczytniejsze, wieczyste przebaczenie.
Wielki to los autora: grają go może lepiej, niźliby sam potrafił? Tu oto leży tekst, każda nutka zamknięta w ciemnym stalowym sejfie trwa spokojnie, że jej nie zmienią, że ją wydzwonią ci mistrze jak należy: każdy łuk ligatury spokojny w swym zarysie, każda pauza pewna swego milczenia, każdy tryl — tyle ma ziarna, ile mu przepisane.