Strona:Juliusz Kaden-Bandrowski - Życie Chopina.pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niemcy mają tak duże wojsko, ponieważ i potrzeby żołnierzy i muzyki tym samym materiałem obgonić mogą: i do strzelania, i do nut drukowania tenże sam śrut potrzebny, a że bez liku tego u nich zawsze, więc i muzykę, i wojsko łatwo mogą wytwarzać.
U takiej to niemieckiej firmy Breitkopf i Haertel, obsypującej śrutem nutowym całe wieki muzyki, leżały owe polskie nuty Chopina z górą sto lat, nader starannie przechowane. W ciągu całego tego wieku zwalczali się wzajemnie Polacy z Niemcami, ale choć często na śmierć, nie poszli dalej aż za granice śmierci do niszczenia wieczności.
Bo cóż? Zwykły rękopis to tylko papier, na nim atramentowe znaki, słowa; jakaś tam treść tych słów, wszystko razem znikomość. Ale gdy znaki owe postawi ręka, wiedziona słuchem doskonałości, ale gdy serce, które się nad tym papierem pochylało, żyło harmonią wieszczą? Rękopis taki to dowód oczywisty wieczności, przemieszkującej w człowieku doczesnym.
Czeka tam u Breitkopfa i Haertla ów oczywisty dowód nieśmiertelności polskiej. Woda w Elsterze dawno już zapomniała, kiedy to się w niej książę Poniatowski pogrążył. Czas idzie, płynie, bieży, nastaje ciągle nowy, ciągle ten sam, ciągle niespodziewany. Co przekreślił, przywrócił, co zniszczył, znów odrobił. Teraz ci siedzą tu, a tamci z tam tej strony. Ci z tam tej strony tędy przejeżdżać pragną, przez Pomorze do dawnych swoich włości.
— Niechże jeżdżą, prosimy bardzo, tylko że za to trzeba przecież zapłacić — oświadczają Polacy.