Przejdź do zawartości

Strona:Julian Tuwim - Rzecz czarnoleska.pdf/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.


„Obmyślić plan bufonady lirycznej lub feerycznej, albo pantomimę, i poważną wysunąć z tego powieść. Utopić całość w atmosferze anormalnej i marzącej — w atmosferze wielkich dni. Niech to będzie czemś kołyszącem — a nawet czemś pogodnem w namiętności. Dziedzina czystej poezji».
Dopiero w kilka lat po napisaniu pierwszych «rozdziałów» «Skrzydlatego złoczyńcy» natrafiłem na powyższe słowa Baudelaire’a (cytuję w przekładzie Cz. Kozłowskiego), które najlepiej określają powzięte zamierzenie. Gdy jednak z biegiem czasu (1920—1926) linja poematu zaczęła się wikłać w próbach nadania mu akcji (fabuły, «treści»), a co najgorsze z dziedziny czystej poezji wybiegać na bezdroża bądź «ideologji» bądź mędrkowań «historjozoficznych», dałem pisaniu pokój.
Dwadzieścia cztery fragmenty chybionego poematu dołączam do tomu wierszy, każdy z nich bowiem jest jakby oddzielnym utworem poetyckim, tak zwaną prozą pisanym. Numeracja urywków podana jedynie dla zewnętrznego porządku. Słowem — disjecta membra.
Dwa motta przodować miały całości. Pierwsze z «Dziadów» (cz. IV):

W młodości jeszcze, na środku gościńca,
Napadł, odarł mnie całkiem skrzydlaty złoczyńca.
..................
Ach, odarł mię, odebrał wszystkie skarby świata,
Została jedna przy mnie niewinności szata.

Drugie — z Pisma św. (Św. Paweł do Żydów X, 51):

Straszno jest wpaść w ręce Boga żywego.

J. T.