Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


su przemowa: ze względu na święto, załoga urlopowana na cały dzień. Rozejść się!
Radosny okrzyk: Hip! hip! hurra! — odbił się o mury Ponta Del Gada.
Szereg rozprysł się w jednej chwili i marynarze grupkami rozeszli się po mieście.
Jak poprzednio na Maderze, tak i teraz utworzyły się dwa stronnictwa: turystyczne i gastronomiczne. Ja oczywiście należałem do tego drugiego.
Po krótkiej naradzie zapadła decyzja udać się na targ południowych owoców i skosztować tych jadalnych egzotyzmów bez uszczerbku dla wypróżnionych w Funchalu[1] kieszeni. Posiadaliśmy na to niezawodny sposób, zdobyty długoletniem doświadczeniem jeszcze przez naszych poprzedników i przekazywany w tradycji nowym pokoleniom Szkoły Morskiej.

Uprzednio jednakże należało poczynić pewne przygotowania do akcji, zmierzające do tego, żeby w razie ostrzejszej wymiany zdań z handlarzem owoców nie być pokonanymi przez niego w dyspucie, a jasno, wyraźnie i w najczystszym portugalskim języku móc powiedzieć mu, kim była jego matka, czem się trudniła babka i za kogo się uważa jego żonę.

  1. Funchal — główne miasto Madery.