Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie widzieliście nic? — pytał jeszcze porucznik, odchodząc.
— Melduję, panie poruczniku — odrzekłem, — że widziałem fregatę Jego Królewskiej Mości Stefana Batorego.
— Czyyyyją? — zatrzymał się porucznik.
— Króla Jegomości Stefana Batorego, panie poruczniku.
— Postoicie sobie jutro zamiast dwóch, cztery godziny na salingu — rzekł obrażonym tonem porucznik; — nie wolno drwić z przełożonego.
— A samego Króla nie widzieliście? — spytał jeszcze, odchodząc parę kroków.
— Nie, panie poruczniku, ale byłem zato na pokładzie fregaty i rozmawiałem z kaprem królewskim, kapitanem Wąsowiczem.
— Warjat! — mruknął porucznik, schodząc z baku na śródokręcie.