Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śladowcom znudzi się wkońcu ten niecny proceder, — gdy statek żaglowy jest w morzu, na pokładzie panują nudy beznadziejne, które załoga stara się rozpędzić wszelkiemi sposobami i środkami, nie licząc się z tem, czy środki te są godziwe, czy nie.
Specjaliści katowania są niestrudzeni, pełni zapału i niewyczerpani w wynajdywaniu pomysłów coraz to nowych katuszy.
Położenie Noreckiego było tem gorsze, że jako kandydat stał on na jednym z najniższych szczebli hierarchji okrętowej, a co za tem idzie, lwia część jego przeciwników miała moc wydawania mu rozkazów, które bez względu na ich sens i jakość musiał wykonywać.
Dzień męczeństwa jego rozpoczynał się od tego, że dyżurny międzypokładu, budząc załogę na modlitwę, podchodził do hamaku Noreckiego i zapomocą dwóch celnych kopnięć w miejsce ciała, którego przy spotkaniu nigdy zprzodu nie widać, wyrywał brutalnie biedną „owieczkę“ z objęć boga snu Morfeusza.
Następowała kąpiel załogi pod szlauchem, w czasie której uczeń służbowy przy pompie doznawał szalonego szczęścia i rozkoszy, zwalając kilkakrotnie Noreckiego na pokład silnym strumieniem zimnej morskiej wody. Przejście przez saling nigdy nie