Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wymaga moje stanowisko płatnego komendanta ich jachtu — bardzo mało. Ja natomiast poświęcam im daleko więcej uwagi niż tego wymaga ich stanowisko patronów. Każdy ruch, każdy krok amerykanina na statku śledzę uważnie, z nienawiścią, każdy uśmiech, każde słowo meksykanki łowię pilnie i z miłością. Krócej mówiąc, kocham do szaleństwa żonę mego patrona, zaś ani on ani ona nawet uwagi na to zwrócić nie raczą. Oto i cały niezwykle prosty wstęp do niezwykle dziwnej i strasznej historji. A teraz, jedyny człowieku, któremu powierzam mą tajemnicę, zbierz całą swą siłę woli, by nie podrzeć ze wstrętem w strzępy tego dokumentu i czytaj go, mając ciągle na uwadze, że dużo jest na szerokim świecie zbrodniarzy większych i gorszych odemnie, którzy nie ponieśli i nie poniosą nawet setnej części tej kary, jaką ja odbywam teraz.
Gdy to piszę, mam lat zaledwie trzydzieści, a włosy moje są już białe zupełnie — w rodzinie mojej umierali, nie mając ani jednego siwego włosa na głowie, ja pierwszy sprzeniewierzyłem się tej rodzinnej tradycji. Ale nikt też z mojej rodziny nie przeżył i nie przeżywa tego co ja — posiwieliby tak samo.
Cienie palm wydłużają się, sięgają miotu fal, tar-