Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pewnie otworzył drzwi. Wśliznął się do kajuty ostrożnie, jak wąż. Stanął na środku i nasłuchiwał.
Z pod wewnętrznej grodzi kajuty dolatywało wyraźne już teraz i jakby głośniejsze chrapanie Morża. Oczy nawykłe do ciemności rozróżniać zaczęły przedmioty. Zobaczył dwie kojki. Jedna była pusta.
— Aha — pomyślał zaciskając zęby — zaraz.
Mgła różowa zasłoniła mu oczy.
— Zaraz — pomyślał jeszcze.
Podszedł omackiem do kojki Morża. Pochylił się. Morż spał z otwartemi ustami nawznak, z brzegu kojki. Marja leżała przy ścianie plecami do Morża.
— Zaraz — mruknął Jan, czując jak mu się trzęsą kolana i ręce, — zaraz.
Wydobył nóż z pod płaszcza ujął w prawą rękę. Lewą powoli, ostrożnie odchylił kołdrę. Zaczął przymierzać cios w piersi Morża. Opuścił jednak rękę i nóż przyłożył do piersi śpiącego w miejscu, gdzie wyczuwał bijące serce. Przez moment nie mógł się zdecydować. W chwili jednak następnej sam nie wiedząc, jak nawalił się całym ciężarem na rękojeść noża. Duże, szerokie ostrze całe zagłębiło się w piersi śpiącego. Coś ciepłego bluznęło na ręce Jana. Morż wyprężył się, drgnął. Niegłośny, urwany okrzyk wy-