Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zycyjne na baku i rufie i w świetle, niewyraźnie majaczyły dwie sylwetki: sternika i wachtowego na „oku“. Reszta wachty drzemała widać gdzieś pod brezentem na grota luku. Na fok maszcie widniało wśród czerni nocy, jak widmo białe, płótno dolnego marsla. Jan niepostrzeżenie, jak cień przemknął po pokładzie i wszedł do kambuza. Zagarnął stamtąd pod połę płaszcza duży, ostry nóż do dzielenia mięsa i wymknął się na pokład nawet nie zbudziwszy kucharza. Ręka jego kurczowo lecz jednocześnie pewnie zacisnęła się na rękojeści noża.
Od tej chwili nie widział już, nie słyszał i nie pamiętał nic. Oprzytomniał dopiero przed drzwiami kajuty szypra. Cisza tam już panowała zupełna. Słychać było lekkie, jakby ostrożne chrapanie Morża.
— Śpią — pomyślał Jan. — Tem lepiej.
Ujął ręką klamkę i czekał jeszcze. Nic, głucho było dokoła. Raptem drgnął.
— Światła się paląąą! — rozległ się okrzyk na baku.
— Dobraaaa! — odpowiedział mrukliwy, rozespany głos.
— Djabli! — pomyślał Jan — rozbudzą tamtych wrzaskami.
Czekał jeszcze parę minut, a potem powoli lecz