Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zapóźno już na rozpacze i żale. Nie wspomnę ci tego ani słówkiem. Ale i ty ze swej strony — uśmiechnął się drwiąco z wysiłkiem — i ty staraj się, przynajmniej tej nocy ostatniej, gdy jeszcze tu spać będę i ty staraj się te swoje małżeńskie obrzędy z Morżem odbywać ciszej nieco. Zasnąć nie można. Przeszkadzacie.
— Dobrze, dobrze, nie mówmy o tem. Opowiedz teraz o sobie.
— Ano cóż — Jan skrzywił się niechętnie — ciekawego mało. Ja, jak wiesz, żonaty nie jestem, nie wożę ze sobą żony na statku to i cóż ciekawego u mnie być może? Szaro, smutnie, beznadziejnie. Gdybym się ożenił możeby mi tak źle nie było. Ale cóż? Ubogi jestem, a ta którą kochałem, chciała mieć bogatego męża, bawić się, uważasz, chciała. A jakże się tu bawić bez pieniędzy? Nie można przecie. A jakże tu wziąć pieniędzy inaczej, jak poślubiwszy bogatego starucha? Inaczej nie można przecie.
— Milcz, Janie — przerwała Marja, gniewnie błysnąwszy oczami, — ty wiesz, dlaczego ja to zrobiłam, wiesz dla kogo?
— Wiem, wiem — Jan uśmiechnął się drwiąco — ofiara, poświęcenie, bohaterstwo, stara matka w nędzy, dług wdzięczności, obowiązek — stara pieśń,