Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kobietę. Odwróciła się w stronę i, nie patrząc na niego, spytała:
— Cóż mnie tak gniewnie mierzysz oczyma?
— A cóż to — tym samym tonem spytał Jan — już mnie i spojrzeć nawet na ciebie nie wolno? Do Morża tylko to prawo należy? Co?
Ostrożnie, nieśmiało, jakby z lękiem jakimś, usiadła Marja na brzeżku kojki.
— Nie gniewaj się — rzekła. V»
— Eeeeh... „nie gniewaj się“ — Jan gwałtownie niemal z wściekłością odsunął się od Marii do ściany — drwisz chyba sobie ze mnie, kobieto!
— Cóż ci jest, Janku — pytała Marja z troską w głosie — czemuż się gniewasz?
— Gniewasz się... gniewasz się... — szarpał się Jan w złości bezsilnej — minął już czas gniewów. Pół roku temu tom się gniewał na ciebie, pamiętasz?
Marja opuściła głowę na piersi.
— Teraz się już nie gniewam. Teraz to już co innego. Teraz to gorsze niż gniew.
— Cóż teraz? — cicho spytała Marja.
— Nic. Grodzie cienkie tu na statku, ot co.
— Jakie grodzie Janku?
— „Jakie“, „jakie“... te wszystkie na statku. Ot ta chociażby co dzieli tę kajutę od waszej... waszą...