Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się ociężale z grota luku i powlókł na rufę do wyznaczonej mu kajuty.
Wchodząc do niej zauważył na drzwiach sąsiedniej kajuty mosiężną tabliczkę z wytłoczonym napisem: „Schiper“.
— Prawdę powiedział Morż — pomyślał Jan, waląc się na kojkę — dał mi kajutę obok swojej.
I naraz myśl pewna, jak piorun jasny przeszyła mózg. Zrozumiał.
— Bydlę — wykrztusił przez zciśnięte zęby.
Nie mógł jednak myśleć długo. Docna zmęczony organizm domagał się odpoczynku, żądał gwałtownie snu. Powieki opadły i ciało ogarnął słodki bezwład. Jan twardo zasnął na kojce przykryty swym ceratowym, wilgotnym jeszcze płaszczem. Sny miał ciężkie, koszmarne. Widział się znów wśród rozszalałych fal burzy, a nad nim i przed nim była głucha, beznadziejna noc. I w ciemnej otchłani tej nocy ukazywał się statek jakiś, na pokładzie, w którego w jasnych snopach świateł widział Marję i Morża. Morż, gorylim chwytem objąwszy Marję, trzymał ją jak w kleszczach w żelaznym uścisku swych ramion. Siwy, kudłaty łeb jego błądził po twarzy i szyji Marji, wyciskając na nich ogniste pocałunki. Marja szarpała się bezsilna w jego objęciach. Wtedy Jan rozpaczli-