Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jakby równomiernem tem uspokojeniem dawały do zrozumienia, że za kilka godzin wiatry ścichną i powierzchnia bałwaniących się jeszcze, bezkresnych wód przypominać będzie idealną szklaną taflę, w której przegląda się ciepłe, jasne słońce.
Jan przymyka rozkosznie oczy i myśl o tem, że jest uratowany i że już nic nie zagraża jego życiu, do spółki ze słońcem rozprowadza przyjemne ciepło w piersi i w całem ciele.
Rozbitek czuje, jak pod promieniami ożywczego słońca schnie na nim ceratowy płaszcz, ziujdwestka, bielizna i wracają siły w znużone kończyny i tułów. Powtórnie otwiera oczy i już całkiem przytomnie, z pełnią świadomości spogląda dokoła na wszystko co znajduje się w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Spostrzega starego szypra Morża, a za nim, tu czuje słabe, ledwo uchwytne ukłucie serca, tuż, tuż widzi Marję. Oczy jej są jeszcze wilgotne i zaczerwienione, jakby przed chwilą dopiero płakała. Teraz wszelako, gdy Jan otworzył oczy i poruszył się zlekka, usta jej okrasza cudny, dobry uśmiech radości i szczęścia. Szyper pochyla się nad uratowanym i sączy mu w usta konjak wprost z szerokiego otworu butelki.
Jan krzywi się i pluje. Konjak jest dlań obrzydliwy w tej chwili. Smak jego czuje w ustach, gardle,