Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


którego ostrze wpija mu się w plecy. Ból znagła ustaje i Jan czuje, że czyjeś silne ramiona ciągną go w górę, przeciągają przez coś i ciskają wkońcu na twarde. W oczy łyska mu ciągle oślepiające światło. Z chwilą jednak, gdy ustaje ból w plecach, światło zaczyna blednąc, maleć, oddalać się, aż gaśnie zupełnie. Jan znów traci przytomność. Wraca go do niej jakaś okropna, nieludzka szarpanina. Jan czuje, że go szarpią za ręce i nogi, duszą, taczają, leją weń coś od czego pali w gardle i piersiach. Powoli świadomość i czucie wraca. Jan otwiera oczy i widzi nad sobą surową, pomarszczoną twarz Morża.

Jan szeroko otwiera oczy i jasnym, zlekka zdziwionym wzrokiem patrzy przed siebie. Pokład „Kry“ i szeroki horyzont dokoła zalewają świetliste promienie wschodzącego słońca. Powierzchnia morza wprawdzie wzburzona jeszcze i połyskująca bielą baranków fal, od wczorajszego uspokoiła się znacznie i powoli, rytmicznie jakby leniwie i z trudem unosi i opuszcza na grzbetach swych wałów kadłub „Kry“. Niema już wczorajszego sztormu, rzucania statkiem jak piłką w górę i w dół, uderzeń i wstrząsów, wycia i ryku wichury. Żywioły wyczerpały swoją wściekłość i szał i teraz uspokajają się, cichną powoli,