Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Morż. Dziwiła się nawet wieś cała znająca skąpstwo Morża, że przygarnął sierotę i wdowę. A no tłumaczyli sobie różnie ten kaprys starego kawalera. I dwunastoletni Jan starał się sobie to wytłumaczyć, a tłumaczenie było takie samo, jaki to, gdy zastanawiał się czemu go stary Morż nie lubi. Dlatego też pod oknem chałupy Morża stał zawsze z podwójnym lękiem w sercu: by nie być zbitym przez starego rybaka i żeby przez okno nie zobaczyć czegoś strasznego...
Znika wkrótce ta wizja i następuje inna. Morze szumi dokoła, a Jan, osiemnastoletni młodzieniec, siedzi z Marja w szalupie i wiosłuje przed siebie. Jest jasny, słoneczny dzień. Fale mieniące się lazurem lekko kołyszą łódź. W chwili pewnej gdy brzeg daleko się już odsunął od szalupy, Jan przestaje wiosłować i spogląda na Marję. Dziewczyna rozumie widać to spojrzenie, gdyż rumieniec oblewa jej policzki, a oczy wpatrzone w Jana, stają się zamglone, tkliwe, łagodne. Później Jan pyta ją o coś, a Marja przymknąwszy oczy kiwa głową na znak zgody. Twarz młodego jaśnieje radością. Chwyta za wiosła i szalupa odchodzi wciąż dalej i dalej od brzegu. Niknie w końcu zupełnie, a z nią razem znika morze, niebo i brzeg.
Znów czerń nieprzebita i znów wizja. Straszna,