Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


szał wycie wichru, ujrzał groźne, pieniste wały i odczuł przenikający kości wilgotny ziąb. Z przerażeniem stwierdził, że stengi niema pod ręką. Oszalałym wzrokiem potoczył dokoła. Stenga rzucana falami znajdowała się o parę rzutów ramion poza nim. Ostatnim nadludzkim, raczej duchowym niż fizycznym wysiłkiem tonący dopchnął się do stengi i przywarł do niej zębami ze znużenia rozchodzących się szczęk, wpijając się w jej rozmokłe sęki i drzazgi. To chwilowe zabezpieczenie się od natychmiastowej śmierci popchnęło umysł Jana do zastanowienia się nad swojem położeniem. Teraz już wiedział na pewno że zginie. Jeśli go nawet orkan nie oderwie od stengi, to umrze ze znużenia, które już skuło okowami swemi jego zsiniałe ciało, zamęczy się na śmierć od bryzgów fal i strumieni słonych pian zalewających usta i gardło rozwarte dla złapania zbawczego tchu. Zginie nędznie, jak szczur na okręcie, zalewany przez załogę wodą z kubłów. Lecz przytępiony znużeniem umysł nie przerażał się już tak bardzo tą myślą. Jan z rezygnacją obojętną na wszystko łapał ustami powietrze, jak ryba wyciągnięta z wody, odczuwał ból w piersi i głuche łomotanie przemęczonego serca.
W obezkrwionym, osłabłym mózgu tonącego poruszyła się leniwie myśl, że postać Marji, którą wi-