Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Przyjaciele długo w noc z żelaznemi naglami w ręku oczekiwali powrotu kuchty.
Wrócił wkońcu pijany w sztok, ale bez czapki.
Zażądali wyjaśnień. Z pijanych bełkotów greka przeplatanych zagadkami i aforyzmami ormiańskiemi wynikło, że czapka, zleciawszy z reji, nie wpadła, do wody, tylko na pokład i Konomopułło, korzystając z nieobecności przyjaciół, przywłaszczył ją sobie.
— A gdzieżeś ją podział — spytał groźnie Georges.
— To jest „feralna“ czapka — odparł Grek, przerywanym od czkawki głosem — kapitanowi przyniosła nieszczęście, was poróżniła ze sobą, była nieszczęśliwą i dla tego, kto w niej się utopił. Stanowczo feralna czapka. Podarowałem ją tedy signorowi Honorato 0liveira, który jako złodziej i oszust ograł mnie dzisiaj na lądzie w trzy karty.
Konomopułło powiódł po twarzach Georgesa i Johna pijanym, oleistym wzrokiem i mruknąwszy jeszcze coś niepochlebnego o signorze Honorato, zwalił się bezwładnie na pokład.
Georges chciał go kopnąć, ale rozmyślił się i tylko splunąwszy poszedł z Johnem do międzypokładu przebrać się do wyjścia na ląd, gdzie mieli oblać swą odnowioną i umocnioną jeszcze przyjaźń.